TRIGGER WARNING: W opowiadaniu pojawiają się motywy przemocy seksualnej. Nie czytaj, jeśli taka tematyka może pogorszyć Twój stan psychiczny. Potrzebujesz pomocy? Możesz zadzwonić na przykład na antyprzemocowy telefon zaufania SEXED.PL.
OGRANICZENIE WIEKOWE: Minimalny wiek osoby czytelniczej to 12 lat. W opowiadaniu pojawiają się lekkie przekleństwa, a także wspomniane powyżej wątki przemocy seksualnej. Jeśli nie masz pewności czy to opowiadanie jest dla Ciebie, zapytaj rodziców.
Rozdział 9 – Herman Weidenfeld
Tichy czyści konia. Brud i sierść wirują w powietrzu. Przyczepiają się do jego swetra i temblaka. Będąc prawdziwym koniarzem, nie sposób uchronić swoich ubrań przed przesiąknięciem stajennymi zapachami i oblezieniem wszystkim, co fruwa wokół koni. Kurz, sierść, słoma, siano, pył z żarcia, piasek. Nawet jeśli chodzisz do bardzo zadbanego ośrodka, takiego jak Arkana, to cię nie ominie.
– Przepraszam – mówi do mnie Tichy.
Zastygam w pół kroku. Zaskoczył mnie. Szłam z nim na konfrontację.
– Nie powinienem był cię stawiać w takiej sytuacji. Nie powiedziałem ci o ścieżce od razu, bo bałem się, że jeśli to zrobię, zrezygnujesz. I zostanę bez jeźdźca na Cukra. Nie poukładałem sobie tego wszystkiego w głowie, zanim…
Zanim co?
Tichy odkłada szczotkę. Wygląda na przybitego. Wcześniej wydawał mi się surowy i zasadniczy. Taki człowiek, co podjął już wszystkie decyzje i nie zamierza z nich zrezygnować. Dorosły z planem na przyszłość. Teraz sprawia wrażenie nastolatka, który coś odwalił i nie umie tego naprawić.
Zaczynam się zastanawiać, jak wszedł w posiadanie Cukra. Przecież to nie jest koń dla niego.
– Słuchaj… Nina…
– Tak?
Wzdycha ciężko.
– Myślę, że mi nie ufasz i że to przeze mnie. Wiesz, co się wydarzyło na zawodach. Cały świat wie.
Po moich plecach przebiega zimny dreszcz.
– Przy czym tak naprawdę to nikt nic nie wie. – Tichy patrzy mi prosto w oczy. Odwracam wzrok. – Powiem ci, jak było. Jeśli… Jeśli to w ogóle ma dla ciebie jakiekolwiek znaczenie i mogłoby pomóc.
Chcę się uśmiechnąć, machnąć ręką i powiedzieć mu, że nie, to nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Że co było, to było. Ale jestem ciekawa. Strasznie ciekawa. Cholernie ciekawa. Dlatego powstrzymuję uśmiech.
– Opowiedz mi.
Tichy milczy przez chwilę. Kładzie dłoń na Cukrze.
– Tamtego dnia na zawodach wcale nie uderzyłem sędziego. Rękę złamałem sobie potem. Schlałem się na smutno, potknąłem o krawężnik. I wywaliłem się. To było głupie. Nigdy więcej. – na jego twarzy maluje się wyraz głębokiego zawodu i smutku.
– Ale przecież… Na nagraniu widać, jak szarpiesz tego sędziego…
– Bo go poszarpałem, to prawda. Szczerze? Miałem ochotę dowalić skurwielowi. Ale tego nie zrobiłem.
– Dlaczego…? Dlaczego w ogóle chciałeś go pobić? – głos mi drży.
Tichy oddycha ciężko. Jego szczęka zaciska się, a wzrok fiksuje gdzieś ponad grzywą Cukra.
– Bo ta kreatura – Tichy cedzi każde słowo. – nie chciała zdyskwalifikować Hermana Weidenfelda.
Kojarzę tego zawodnika ze słyszenia, ale nie potrafię go połączyć z żadną twarzą ani koniem.
– Weidenfeld skatował konia na tych zawodach. Kamery tego nie pokazały. Ludzie na trybunach… Zignorowali to. Weidenfeld miał bardzo ostre, kombinowane wędzidło. Szarpał Clarissę. Kiedyś jeździłem na niej kilka razy, zanim została sprzedana. To bardzo łagodny, dobry koń, wiesz? Przemiły, naprawdę. Weidenfeld poranił jej pysk. Poranił jej też boki. Ostrogami…
Tichy przerywa. W jego oczach szklą się łzy.
– Chciałem tylko, żeby… Spotkała go kara. Ale Schillar powiedział mi, że rany są zbyt małe i płytkie, żeby rozważać dyskwalifikację. Wkurzyłem się na niego. Myślałem wtedy, że mu przywalę. Nie przywaliłem. Moja trenerka mnie powstrzymała. Potem dowiedziałem się, że Schillar i Weidenfeld się znają. No i… Schillar zeznał, że go napadłem. Bo napadłem. Znaczy poszarpałem mu tę jego głupią marynarkę.
– Skoro tak to wyglądało, to dlaczego nie opowiedziałeś o tym na swoim profilu?!
Tichy odwraca wzrok.
– To nie jest takie proste. Nienawidzę takich sytuacji, gdzie jest słowo przeciwko słowu i nakręca się jakaś drama.
– Ale przecież! – wykrzykuję. – Koń został skrzywdzony, tak? Powinieneś go bronić. On sam nie potrafi.
– Nina… Tak właśnie wygląda jeździectwo. I w ogóle życie. Silniejsi biją słabszych. Ci, którzy mają więcej pieniędzy i wpływów, mogą cię zgnoić. Mogą powiedzieć słowo i będzie warte więcej niż twoje. Nawet jeśli to kłamstwo.
Nie umiem mu nic odpowiedzieć. Trudno mi to przyznać, ale w głębi serca czuję, że ma rację. Pieniądze i wpływy. Jak w jakimś serialu.
– Chciałbym zacząć jeszcze raz. Cukier to koń mojej kuzynki. To znaczy… To BYŁ koń mojej małej kuzynki. Po tym, co się wydarzyło w Hamburgu, rzuciła jeździectwo. Strasznie to przeżyła.
– Jej też o niczym nie powiedziałeś?!
– Nie no, co ty. – Tichy uśmiecha się. – Ona dokładnie wie, co się wydarzyło. Właśnie dlatego zrezygnowała. Znała Clarissę. Dużo jej o niej opowiadałem. Ona po prostu wiesz… Ma fazę buntu. Myślę, że wróci do jazdy konnej, jak jej przejdzie. Ale póki co nie chce patrzeć na konie.
– Trochę dziwne.
– Nastolatki – Tichy wzrusza ramionami.
Słuszna uwaga. Jak byłam młodsza, to potrafiłam być baaardzo uparta w baaardzo głupi sposób. Kiedyś zrezygnowałam z pójścia na premierę długo wyczekiwanego musicalu, tylko dlatego, że dostałam pałę z geografii i postanowiłam sama się za to ukarać. Do dzisiaj żałuję.
– Dlaczego nastolatka jeździła na ogierze? – dziwię się. Ogiery, statystycznie, są bardziej pobudliwe od wykastrowanych samców. Rżą do klaczy, gorzej się skupiają i mogą być trudne w prowadzeniu. Przeważnie jeżdżą na nich zaawansowani jeźdźcy, bo jest to po prostu mniej bezpieczne.
– Cukier to misiaczek. Przecież sama widzisz.
Tichy ma rację. Jak na ogiera, Cukier jest bardzo opanowany.
– Hucuły często takie właśnie są. To wyjątkowe konie.
– Raczej kucyki.
– No, no! Uważaj na słowa. Są uparte jak kucyki i silne jak konie. A przede wszystkim są bardzo, bardzo miłe. Dla… Dla tych, co zasługują. – śmieje się. – To jak? Co z tą ścieżką? Może… Może pojeździsz tak z miesiąc i wtedy dasz mi znać? W razie czego zdążę jeszcze coś wykombinować.
– Miesiąc brzmi okej. Tylko… Ech… Tylko ta moja osiemnastka. – przypominam sobie.
– Nie jesteś jej w stanie przełożyć?
Tłumaczę mu, że Pako Czako jest bardzo oblegane i że rodzice pewnie nieźle się nagimnastykowali, żeby załatwić dla mnie jakiekolwiek miejsce. Póki co nie zdradzam, że w ogóle nie mają pojęcia o naszej umowie.
– Ścieżki huculskiej też nie da się przełożyć. – martwi się Tichy. – Ale… Okej. Może ostatecznie ja wystartuję? Albo… Do tego czasu namówię kuzynkę? Coś się wymyśli.
Coś się wymyśli. Tak. To mi się podoba.
Nagle oboje mamy zupełnie inne podejście. Cieszę się, że powiedział mi o tym, co naprawdę wydarzyło się na zawodach w Hamburgu. Teraz ma to znacznie więcej sensu. Trochę głupio, że to trenerka musiała go powstrzymywać przed zrobieniem głupstwa, ale najważniejsze, że Tichy jest niewinny.
Okej. Teoretycznie mógłby mi skłamać.
Teoretycznie.
Ja wierzę w jego słowa. Brzmiał przekonująco i przede wszystkim szczerze. Odkąd go poznałam, zawsze był w porządku. Mi też chyba puściłyby nerwy, gdybym zobaczyła, jak ktoś krzywdzi Fuksję i jeszcze ktoś, kto powinien się tym zainteresować, olałby to. Totalnie rozumiem Tichego.
Kiedy dzieje się coś złego, trzeba reagować. Tichy stanął w obronie konia, który sam siebie przecież nie obroni.
Niestety konie mają to do siebie, że bardzo dobrze ukrywają ból. To naturalna strategia przetrwania. W dziczy, jeśli widać po tobie, że jesteś ranny albo osłabiony, jesteś łatwym celem dla drapieżników. Wszystkie zwierzęta, które salwują się ucieczką (w tym oczywiście konie), robią co mogą, żeby zamaskować swoje cierpienie i nie dać się zjeść. Dla właścicieli koni to istny koszmar, bo konie potrafią ukrywać ciężką chorobę aż jest za późno, żeby cokolwiek zrobić.
Dla przemocowców natomiast to fantastyczna okazja, żeby poznęcać się nad bezbronnym zwierzęciem, bo postronni świadkowie nawet nie zauważą, że jest ono katowane.
Patrzę na Cukra i zaczynam rozumieć, dlaczego Tichy zdecydował się ze mną współpracować. To bardzo miły koń. Szkoda byłoby go zepsuć. Nie mogę się doczekać, żeby na niego wsiąść. A co będzie dalej? Zobaczę.
< Rozdział 8 * Rozdział 10 >
